Sprawa dużej wagi czyli.. waga. A raczej waga kobiety, która urodziła trójkę dzieci.
Trudno mi w to uwierzyć, ale różnica między mną sprzed 7 lat (zanim zaszłam w pierwszą ciążę), a mną sprzed 7 tygodni (dzień urodzenia Księżniczki) to aż....50 kg!!
Sporo prawda..? W pierwszej i drugiej ciąży przytyłam po 25 kg, w trzeciej "tylko" 18 kg. Tylko po każdej z nich zostawałam trochę .. większa. Jest mi z tym ciężko - nie lubię patrzeć na siebie w lustrze (może dlatego lusterka w moim domu są powieszone tak, że widzę siebie od biustu w górę..?;-) ) Wielokrotnie próbowałam coś z tym zrobić, ale za każdym razem kiedy zabierałam się za jakiś program w stylu: 30 dni z "kimś tam" i poczujesz się lepiej, udawało mi się wytrwać najdalej tydzień, no może 10 dni.
Moją wadą jeśli chodzi o takie programy to to że ja bardzo nie lubię robić tego co się na mnie wymusza, a takie ćwiczenia były właśnie tego typu działaniem (choć skądinąd sama je na sobie wymuszałam). Ile razy mówiłam: od jutra zaczynam.....( i tu nieskończenie wiele określeń: ćwiczyć, nie jeść słodyczy, dietę, pić rano wodę...).
Dziś idąc do przedszkola widziałam jedną z mam (która była w ciąży jeszcze jakieś trzy tygodnie temu, i mówiąc szczerze jej brzuch jak dla mnie to był 6 miesiąc, a nie 9.) z noworodkiem w nosidełku. Byłam w szoku, bo gdyby nie miała ze sobą dziecka nigdy w życiu bym nie uwierzyła, że jest świeżo upieczoną mamą.
To ma się chyba w genach, ale to ja się pytam dlaczego ja takich genów nie odziedziczyłam...?
Mój Mąż, gdy się dowiedział, że jestem w trzeciej ciąży ucieszył się, jednak powiedział mi słowa, które zabolały (wiem, że nie chciał mnie zranić celowo): "Tylko uważaj na wagę, obiecaj mi, że nie będziesz się objadała i nie przytyjesz za dużo..".Póżniej, gdy narzekałam że waga idzie nie ubłaganie w górę pocieszał mnie, że teraz to jest normalne, że dziecko w brzuchu, że to dobrze. A brzuch miałam ogromny - jakbym nosiła w sobie trojaczki. I te wszystkie komentarze, które zaczeły się już 6 miesiąca - "kiedy rodzisz? Dopiero za trzy miesiące? a wyglądasz jakbyś była na ostatnich nogach.." Przychodziłam do domu i wyłam.Niegdy nie uważałam siebie za osobę otyłą - ale niestety taką chyba zostałam (choć mój Mąż mówi, że co najwyżej pulchną, a nie otyłą). Oliwy do ognia dodała ostatnio Babcia Męża (został mi jeszcze spory brzuch): "ty to wyglądasz jakbyś jeszcze tam drugie miała (dziecko w brzuchu)". Nic jej nie powiedziałam, ale musiałam szybko wyjść z pokoju, aby nie wybuchnąć.
Jest ciężko w takich sytuacjach. Mój starszy syn też się pyta: "Mamo, kiedy zaczniesz ćwiczyć, żebyś schudła i nie miała już takiego brzucha.." Lekarka u której byłam zanim jeszcze zaszłam w trzecią ciąże badając mnie pytała który to miesiąc - a ja jej na to że nie jestem w ciąży - to ona mi odpowiada "to trzeba się wziąć za siebie, nie można tak, Pani jest młoda, a tak wygląda..." Niby takie słowa powinny zmotywować, ale mnie deprymują, odpychają, sprawiają, że nienawidzę swojego ciała jeszcze bardziej.. Jak to pokonać, jak zacząć działać..?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz