czwartek, 27 lipca 2017

Przykazanie pierwsze rodzin wielodzietnych: grunt to organizacja!

Tak właśnie,
grunt to organizacja.

Swoją rodzinę tworzymy już od siedmiu lat, od października zeszłego roku jesteśmy rodziną wielodzietną. I cały czas organizacja prac domowych jest moją zmorą.

Powiedzmy sobie szczerze - nigdy nie byłam typem osoby, która sprząta za sobą, która ma wszystko poukładane i zawsze ma u siebie porządek. Nie. Raz w miesiącu robiłam generalne sprzątanie u mnie w pokoju od A do Z i taki porządek wytrzymywał...góra trzy dni ;-) Cóż zrobić..

Gdy zamieszkałam razem z Narzeczonym (teraz już Mężem) zasadniczo nic się nie zmieniło. Mieliśmy malutką kuchnię, która całą była "zawalona" kubkami, talerzami, garnkami i innymi tego typu rzeczami - zmywałam dopiero, gdy nie miałam w czym napić się kawy, a że byliśmy młodą parą, kuchennych rzeczy mieliśmy niewiele, więc zmywanie wypadało raz na dwa dni.... ;-)

Jak zaszłam w ciążę wszędzie słyszałam, abym się nie przemęczała, bo jak urodzę, to się jeszcze na sprzątam, nagotuję itd... więc kolokwialnie mówiąc siedziałam na czterech literach i maniakalnie oglądałam w necie seriale, sprzątając raz w miesiącu ;-). Niestety, po urodzeniu dziecka nie wzrosła we mnie chęć utrzymywania porządku, więc wszystko zostało jak za starych czasów. Sprzątałam raz w miesiącu - skończyła się jedynie zmora zmywania. Kupiliśmy zmywarkę ;-)

Teraz mając trójkę dzieci możecie sobie wyobrazić czym grozi przyjazd do mnie na przysłowiową kawę bez zapowiedzi ;-) ja się palę ze wstydu, a goście próbują przejść tor przeszkód zrobiony w mini korytarzu i pokoju. A co tu dopiero mówić o przyuczeniu dorastających dzieci do porządku.

Więc w tym roku postanowiłam, że wreszcie się zawezmę, i zacznę utrzymywać porządek.

Zaczęłam więc od prania, bo tego u mnie w domu nigdy za wiele.. ;-) Kiedyś robiłam tak, że cały tydzień ubrania napływały do kosza na brudy, a gdy nadchodziła sobota, nadchodził też Wielki Dzień Prania i Rozpaczy ;-) Koszmar. Czasami w tygodniu wrzucałam coś do pralki, ale tylko wtedy, gdy musiałam mieć coś czystego na już! Moją wymówką było to, że mam prąd dwutaryfowy, więc w weekendy i w nocy mam taniej. Mamy małe mieszkanko, mikro łazienkę, więc włączanie pralki na noc nie wchodziło w grę - nikt nie mógł by zasnąć - zostawał więc weekend.

Teraz stwierdziłam: Dość! Nie będę soboty marnowała na pranie! Wolę w tym czasie zrobić coś z dzieciakami. Obdzieliłam praniem cały tydzień.
I tak: w poniedziałki i wtorki piorę rzeczy Chłopców, w środę- Córci, w czwartek - moje i Męża , a na piątek zostawiam sobie bieliznę. W sobotę zaś wstawiam pościel i/lub ręczniki. Taki podział ma same zalety - pranie w ciągu tygodnia zdąży wyschnąć, dzięki temu mam miejsce na kolejne, a poza tym zajmuje mi to o wiele miej czasu i przede wszystkim nerwów ;-)
Oczywiście zdarza się, że w tygodniu wypiorę coś niezaplanowanego, ale zdarza się to jednostkowo i nie zaburza całotygodniowego planu prania - jeśli mogę go tak nazwać ;-)

Nawet zrobiłam sobie własnoręcznie oddzielne worki na pranie, żebym codziennie nie musiała ich segregować. Bielizna osobno, ciuchy Córci osobno, oraz pościel i ręczniki osobno. Sprytna jestem ;-)

Suche prania znoszą mi ze strychu moi Synowie - to dla nich wielka frajda ściągać ubrania ze sznurków - robią sobie nawet zawody, który więcej ściągnie w krótszym czasie ;-) Ubrań po praniu nie prasuje - zdarza mi się to jedynie, kiedy robię "wietrzenie magazynu" u moich dzieci, i przebieram ciuchy, które są już na nich za małe. A tak na co dzień prasuję ubrania tylko w przypadku, gdy są naprawdę bardzo wygniecione.

System taki działa u mnie od czerwca, więc stosunkowo niedługo, ale póki co się sprawdza. Mam nadzieję, że wejdzie mi on w nawyk.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz