Znacie to...?
Wchodzicie na swoje konto na FB, żeby się odprężyć, żeby zobaczyć co słychać u znajomych, żeby zrobić cokolwiek innego, nie wiem, nie ważne. No i widzicie blog sponsorowany, który lubią Twoi znajomi. Ok, czasami chwytliwy tytuł sprawia, że wchodzi się na tego bloga. I czytamy. Tekst całkiem niezły, sprawdza się w 70 % z Twoimi doświadczeniami, nawet zaczynasz myśleć: " Kurczę, fajny ten blog, Pani ma do tego talent, i żeby podjąć taki temat akurat teraz.." i w tym momencie widzicie lokowanie produktu. A to, że na odpieluchowanie dziecko ma czas (przy okazji test jednej z marek pieluch), a to że piersi warto badać (bo warto! ale w treści reklama urządzenia do samobadania piersi), a to że warto kupować dobre zabawki (Hit grudniowy jeśli chodzi o blogi - bałwanek Olaf!) I się wkurzam. Od razu z miejsca. I już nie zastanawiam się, czy ta Pani ma rację, czy nie - grunt, że cały ten post powstał nie z potrzeby chwili, ale z potrzeby producenta, który płaci za ten post. To jest tak samo jak w Twoim ulubionym serialu nagle natrętnie reklamują jedną z sieci komórkowych lub markę napoju - Śmiechu Warte!! Dosłownie!
Ja rozumiem, że to są blogi sponsorowane. Że te Panie blogerki niejednokrotnie utrzymują się z dochodów z bloga. Że wcale nie muszę na niego wchodzić. Ale czy takie "lokowanie produktu" nie może być "włożone" w jakąś zakładkę "testujemy" czy coś takiego? Wtedy, jeśli ktoś chciałby sprawdzić, co dana Pani poleca, zajrzałaby na taką zakładkę.
A tak biedny czytelnik jest atakowany lokacją produktu w każdym możliwym miejscu.
Drogie Panie Blogerki - przemyślcie sprawę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz