Znacie to...?
Wchodzicie na swoje konto na FB, żeby się odprężyć, żeby zobaczyć co słychać u znajomych, żeby zrobić cokolwiek innego, nie wiem, nie ważne. No i widzicie blog sponsorowany, który lubią Twoi znajomi. Ok, czasami chwytliwy tytuł sprawia, że wchodzi się na tego bloga. I czytamy. Tekst całkiem niezły, sprawdza się w 70 % z Twoimi doświadczeniami, nawet zaczynasz myśleć: " Kurczę, fajny ten blog, Pani ma do tego talent, i żeby podjąć taki temat akurat teraz.." i w tym momencie widzicie lokowanie produktu. A to, że na odpieluchowanie dziecko ma czas (przy okazji test jednej z marek pieluch), a to że piersi warto badać (bo warto! ale w treści reklama urządzenia do samobadania piersi), a to że warto kupować dobre zabawki (Hit grudniowy jeśli chodzi o blogi - bałwanek Olaf!) I się wkurzam. Od razu z miejsca. I już nie zastanawiam się, czy ta Pani ma rację, czy nie - grunt, że cały ten post powstał nie z potrzeby chwili, ale z potrzeby producenta, który płaci za ten post. To jest tak samo jak w Twoim ulubionym serialu nagle natrętnie reklamują jedną z sieci komórkowych lub markę napoju - Śmiechu Warte!! Dosłownie!
Ja rozumiem, że to są blogi sponsorowane. Że te Panie blogerki niejednokrotnie utrzymują się z dochodów z bloga. Że wcale nie muszę na niego wchodzić. Ale czy takie "lokowanie produktu" nie może być "włożone" w jakąś zakładkę "testujemy" czy coś takiego? Wtedy, jeśli ktoś chciałby sprawdzić, co dana Pani poleca, zajrzałaby na taką zakładkę.
A tak biedny czytelnik jest atakowany lokacją produktu w każdym możliwym miejscu.
Drogie Panie Blogerki - przemyślcie sprawę!
środa, 24 maja 2017
wtorek, 23 maja 2017
Gdy nie ma dzieci w domu..
Czasami próbuję sobie przypomnieć, jak to było, kiedy nie byłam jeszcze Mamą...
Trochę czasu już minęło... 7 lat to dużo, a jednocześnie czas ten tak szybko zleciał, że wciąż pamiętam te dwie kreski na pierwszym teście ciążowym..
Hmm... Było spokojniej. Nikt mnie nie budził o 6,30 rano w sobotę, żeby włączyć bajki. Nikt mnie nie ciągnął za rękaw, żeby iść na plac zabaw. Nikt nie doprowadzał mnie przed pracą do rozstroju nerwowego, bo nie pasują mu ubrania, które przygotowałam...
Było dużo, dużo inaczej...
Czy teraz jest źle? Czy wtedy było gorzej..? Nie, jest po prostu inaczej.
Wtedy człowiek miał inne priorytety, a teraz,,,Teraz moim głównym priorytetem jest wychowanie moich dzieci na dobrych ludzi ;-)
Był czas na kino, na wyjazdy, na dłuższe spacery, na rowery - i to wszystko można było robić spontanicznie, bez zbędnych operacji logistycznych. Nie mówię, że teraz tego nie robię - ale zaplecze logistyczne jest wymagane. Tęsknię za spontanicznością...
Kiedy pojawił się Syn, był tylko Jeden do ogarnięcia na raz, mogłam na nim skupić całą swoją uwagę, choć z perspektywy czasu zastanawiam się co ja wtedy robiłam z czasem? ;-)
Gdy pojawił się Drugi Syn zrobiło się trudniej - między chłopakami jest stosunkowo mała różnica wieku. Tak naprawdę obaj byli jeszcze w pieluchach. To była jazda bez trzymanki. Stres, płacz dzieci, nieustanny bałagan, długi, kredyty....
Niedawno pojawiła się Córka. I co? I nie wiem jak mogłam sobie nie radzić wcześniej. Teraz mam trójkę pociech, i jestem zorganizowana jak nigdy wcześniej - staram się nie przekładać rzeczy na wieczne potem... Tak sobie myślę, że jakbym byłą tak zorganizowana przy pierwszym dziecku, albo lepiej, przed pierwszym dzieckiem, o ile więcej mogłabym zrobić, zaoszczędzić, nauczyć się... Cóż, czasu nie cofnę, mogę jedynie starać się być jak najlepszą Mamą, Żoną, Gospodynią...I coraz bardziej mi się to udaje.
Trochę czasu już minęło... 7 lat to dużo, a jednocześnie czas ten tak szybko zleciał, że wciąż pamiętam te dwie kreski na pierwszym teście ciążowym..
Hmm... Było spokojniej. Nikt mnie nie budził o 6,30 rano w sobotę, żeby włączyć bajki. Nikt mnie nie ciągnął za rękaw, żeby iść na plac zabaw. Nikt nie doprowadzał mnie przed pracą do rozstroju nerwowego, bo nie pasują mu ubrania, które przygotowałam...
Było dużo, dużo inaczej...
Czy teraz jest źle? Czy wtedy było gorzej..? Nie, jest po prostu inaczej.
Wtedy człowiek miał inne priorytety, a teraz,,,Teraz moim głównym priorytetem jest wychowanie moich dzieci na dobrych ludzi ;-)
Był czas na kino, na wyjazdy, na dłuższe spacery, na rowery - i to wszystko można było robić spontanicznie, bez zbędnych operacji logistycznych. Nie mówię, że teraz tego nie robię - ale zaplecze logistyczne jest wymagane. Tęsknię za spontanicznością...
Kiedy pojawił się Syn, był tylko Jeden do ogarnięcia na raz, mogłam na nim skupić całą swoją uwagę, choć z perspektywy czasu zastanawiam się co ja wtedy robiłam z czasem? ;-)
Gdy pojawił się Drugi Syn zrobiło się trudniej - między chłopakami jest stosunkowo mała różnica wieku. Tak naprawdę obaj byli jeszcze w pieluchach. To była jazda bez trzymanki. Stres, płacz dzieci, nieustanny bałagan, długi, kredyty....
Niedawno pojawiła się Córka. I co? I nie wiem jak mogłam sobie nie radzić wcześniej. Teraz mam trójkę pociech, i jestem zorganizowana jak nigdy wcześniej - staram się nie przekładać rzeczy na wieczne potem... Tak sobie myślę, że jakbym byłą tak zorganizowana przy pierwszym dziecku, albo lepiej, przed pierwszym dzieckiem, o ile więcej mogłabym zrobić, zaoszczędzić, nauczyć się... Cóż, czasu nie cofnę, mogę jedynie starać się być jak najlepszą Mamą, Żoną, Gospodynią...I coraz bardziej mi się to udaje.
środa, 17 maja 2017
Słowo Klucz Mam Nieidealnych
Muszę jeszcze tylko włożyć pranie do pralki, muszę załadować zmywarkę, muszę wyprasować pranie, ugotować obiad, upiec ciast....Jeszcze nie dawno to było moje słowo klucz. Zawsze. I najlepsza wymówka.
Ostatnio przestałam go używać. Co z tego, że mieszkanie zamienia się powoli w małe wysypisko wszystkiego (wcześniej nie było wcale lepiej), za to moja psychika odpoczęła, zaczęłam się w końcu cieszyć życiem. I moją Nieidealną rodziną. Wreszcie... ;-)
A co z moim "wysypiskiem"? Powoli ogarniam, wprowadzam systematyczność ( w końcu), deleguję obowiązki na starszych Synów i Męża trochę też. Ale o tym napiszę innym razem.
A teraz idę delektować się naleśnikami z moimi Milusińskimi ;-)
Ostatnio przestałam go używać. Co z tego, że mieszkanie zamienia się powoli w małe wysypisko wszystkiego (wcześniej nie było wcale lepiej), za to moja psychika odpoczęła, zaczęłam się w końcu cieszyć życiem. I moją Nieidealną rodziną. Wreszcie... ;-)
A co z moim "wysypiskiem"? Powoli ogarniam, wprowadzam systematyczność ( w końcu), deleguję obowiązki na starszych Synów i Męża trochę też. Ale o tym napiszę innym razem.
A teraz idę delektować się naleśnikami z moimi Milusińskimi ;-)
poniedziałek, 15 maja 2017
Od czegoś trzeba zacząć...
Na początku była.. pustka w głowie. A potem chęć, aby tę pustkę wypełnić czymś po prostu fajnym ;-) Pierwsze kroki w pisaniu bloga poczyniłam pół roku temu, gdy Najmłodsza skończyła miesiąc, ale próby te skończyły się nie powodzeniem. Teraz wracam Tu, zrobiłam pewną modyfikację, i może teraz mi się uda zacząć ;-)
Skąd nazwa? Ano stąd, że zawsze chciałam być Panią Idealną, choć oho ho! daleko mi do takiej! Wściekałam się, gdy mi coś nie wychodziło, chciałam więcej, jednocześnie dawałam od siebie coraz mniej, i myślałam, że samo się zrobi.
Nic bardziej mylnego.
Nie jestem pełna zalet - raczej pełna przywar. Co ważniejsze, jestem Najbardziej Nie Idealną Matką, Żoną, Kobietą jaką znam, i zaczynam to lubić ;-)
Chciałabym, aby to miejsce, ten blog, był odskocznią od codzienności. Nie chcę być kolejną mamą, na której blogu można znaleźć opinie na temat nowych sprzętów kuchennych, farb pokojowych czy zabawek do dzieci. Nie przeszkadzają mi takie blogi, wręcz przeciwnie, kilka z nich namiętnie czytam, ale nie chcę być kolejnym z nich. Chcę po prostu pisać, dla samego pisania, i dzielenia się swoimi doświadczeniami i wiedzą z innymi ludźmi, matkami, nie-matkami, ze wszystkimi ;-)
Skąd nazwa? Ano stąd, że zawsze chciałam być Panią Idealną, choć oho ho! daleko mi do takiej! Wściekałam się, gdy mi coś nie wychodziło, chciałam więcej, jednocześnie dawałam od siebie coraz mniej, i myślałam, że samo się zrobi.
Nic bardziej mylnego.
Nie jestem pełna zalet - raczej pełna przywar. Co ważniejsze, jestem Najbardziej Nie Idealną Matką, Żoną, Kobietą jaką znam, i zaczynam to lubić ;-)
Chciałabym, aby to miejsce, ten blog, był odskocznią od codzienności. Nie chcę być kolejną mamą, na której blogu można znaleźć opinie na temat nowych sprzętów kuchennych, farb pokojowych czy zabawek do dzieci. Nie przeszkadzają mi takie blogi, wręcz przeciwnie, kilka z nich namiętnie czytam, ale nie chcę być kolejnym z nich. Chcę po prostu pisać, dla samego pisania, i dzielenia się swoimi doświadczeniami i wiedzą z innymi ludźmi, matkami, nie-matkami, ze wszystkimi ;-)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)