wtorek, 1 stycznia 2019

2019 Nowy Rok

Dziś Nowy Rok... Kolejny...
Nie mam postanowień. Nigdy ich nie dotrzymywałam.
Rok 2019 będzie Rokiem Walki z Postanowieniami.

A tak naprawdę, to chcę się nauczyć jeść zdrowiej. Mniej mięsa i słodyczy, więcej warzyw i WODY.
Więcej aktywności na co dzień, dla zdrowia! Tylko nie pod zasłoną postanowień, ale walką o swoje zdrowie!

Pierwszy trening w Nowym Roku za mną - pierwsze koty za płoty. Pierwszy krok zrobiony.
(Trening bez tupania -żeby się nie przemęczać :-) z Martą Henning na YT).

Jutro kolejny - zabieram słoik ze słomką i cytrynę, aby w pracy nie brakowało mi WODY ;-)

sobota, 5 sierpnia 2017

Bilans musi wyjść na zero

Kolejny raz z Mężem przekonaliśmy się że życiowy bilans zawsze musi wyjść na zero. I nie chodzi tu o pieniądze, choć one z tym bilansem się łączą. Chodzi o wydarzenia w życiu...
Urodziło nam się trzecie dziecko - dzięki temu, że byliśmy dodatkowo ubezpieczeni otrzymaliśmy dodatkową gotówkę - zaczęliśmy wychodzić na prostą jeśli chodzi o długi. Wczoraj Księżniczka miała chrzest i chrzciny. Z tego tytułu dostała pieniążki od najbliżej rodziny. Cieszyliśmy się, zastanawialiśmy się jak je dobrze rozdysponować. I puch..Mąż miał stłuczkę i okazało się że nie bardzo jest sens naprawiać auto. Bo naprawa może kosztować więcej niż auto jest warte... I co teraz robić..?Już wiadomo na co pójdą owe pieniążki..

czwartek, 3 sierpnia 2017

Jak nie zajść w ciążę - antykoncepcja po mojemu.

Jak nie zajść w niechcianą ciążę...To pytanie zadaje sobie każda kobieta. I każda kobieta stara się, aby NIGDY w takiej sytuacji być nie musiała. Stosuje pigułki, spirale, plastry, zastrzyki, pigułki dzień po, pilnuje faceta żeby używał "gumek"...To na barki kobiet przede wszystkim spada brzemię odpowiedzialności za to, aby nie być w ciąży (choć nie mówię, że nie ma na tym świecie odpowiedzialnych facetów, którzy jej współtowarzyszą w trzymaniu tego "ciężaru").

Jestem osobą wierzącą, ale nie mieszajmy w to religii.

Ja w swoim trzydziestoletnim życiu używałam prezerwatyw, byłam kilka miesięcy na pigułkach, kilka miesięcy starałam się pojąć metodę NPR objawowo-termiczną, oraz przez większą część mojego życia seksualnego stosowałam stosunek przerywany...(tak, tak, najbardziej zawodny sposób na nie bycie w ciąży nigdy mnie nie zawiódł - ale to zasługa mojego Męża ;-)).

Jeśli chodzi o "gumki" - trochę nie wygodne, bez względu na rodzaj.
Po pigułkach nie czułam się najlepiej, przytyłam, libido mi spadło.
Przy seksie przerywanym można się nerwicy nabawić....

I jak tu cieszyć się z seksu...? Przyznam się, że dla mnie najlepszy czas jeśli chodzi o "łóżkowe" sprawy był wtedy, kiedy staraliśmy się o drugie dziecko. Bez żadnej spiny. Bez nerwicy. Z radością i ogromną namiętnością ;-) Człowiek nie bał się tego, co będzie później, bo właśnie na takie efekty czekał.

Chciałabym żyć w czasach, gdy kobieta nie musiała by się martwić kolejną ciążą, dzieckiem... Nie musiała się martwić, za co je wyżywi, wykształci, gdzie będzie mieszkać, gdzie będzie pracować, oraz co powiedzą bliscy na kolejną ciążę, etc...Ale cóż, dzisiejsze czasy to nie są owe czasy.
Może się kiedyś doczekam..


niedziela, 30 lipca 2017

Porządki...

To z czym miałam od zawsze problem to porządek, a raczej jego brak.

Rozdrabniając ten duży temat, jakim jest porządek, jednym z problemów są siaty, nierozładowane, walające się wszędzie po domu siaty. Może nie z siaty z biedry - akurat zakupów w Biedronce nie robimy, ale każde inne.

Mój Mąż stwierdził, że pod tym względem zachowuję się jak uczeń w ostatni dzień roku szkolnego - wraca ze szkoły, rzuca gdzieś plecak, by sięgnąć po niego po dwóch miesiącach wakacji - temat mój i siatek jest podobny. Może nie czekają na rozładowanie dwa miesiące, ale rzadko biorę się za to od razu po przyjściu do domu, a często to przecież jest 1-2 minuty roboty.

Jak wracamy z dużych zakupów staram się rozpakować je od razu. Ale jeśli dostaję jakieś "gifty" od rodziców lub teściów - to czasami i trzy dni muszą odstać. Albo jak idę po 2-3 rzeczy do sklepu na dół - wyciągam to czego akurat potrzebuję, a później reszta czeka grzecznie na swoją kolej, no bo gdzie miała by pójść...

To jest jedna z przyczyn generowania się u nas bałaganu...
Cóż.....

sobota, 29 lipca 2017

Sprawa dużej wagi..

Sprawa dużej wagi czyli.. waga. A raczej waga kobiety, która urodziła trójkę dzieci.
Trudno mi w to uwierzyć, ale różnica między mną sprzed 7 lat (zanim zaszłam w pierwszą ciążę), a mną sprzed 7 tygodni (dzień urodzenia Księżniczki) to aż....50 kg!!
Sporo prawda..? W pierwszej i drugiej ciąży przytyłam po 25 kg, w trzeciej "tylko" 18 kg. Tylko po  każdej z nich zostawałam trochę .. większa. Jest mi z tym ciężko - nie lubię patrzeć na siebie w lustrze (może dlatego lusterka w moim domu są powieszone tak, że widzę siebie od biustu w górę..?;-) ) Wielokrotnie próbowałam coś z tym zrobić, ale za każdym razem kiedy zabierałam się za jakiś program w stylu: 30 dni z "kimś tam" i poczujesz się lepiej, udawało mi się wytrwać najdalej tydzień, no może 10 dni.
Moją wadą jeśli chodzi o takie programy to to że ja bardzo nie lubię robić tego co się na mnie wymusza, a takie ćwiczenia były właśnie tego typu działaniem (choć skądinąd sama je na sobie wymuszałam). Ile razy mówiłam: od jutra zaczynam.....( i tu nieskończenie wiele określeń: ćwiczyć, nie jeść słodyczy, dietę, pić rano wodę...).

Dziś idąc do przedszkola widziałam jedną z mam (która była w ciąży jeszcze jakieś trzy tygodnie temu, i mówiąc szczerze jej brzuch jak dla mnie to był 6 miesiąc, a nie 9.) z noworodkiem w nosidełku. Byłam w szoku, bo gdyby nie miała ze sobą dziecka nigdy w życiu bym nie uwierzyła, że jest świeżo upieczoną mamą.
To ma się chyba w genach, ale to ja się pytam dlaczego ja takich genów nie odziedziczyłam...?

Mój Mąż, gdy się dowiedział, że jestem w trzeciej ciąży ucieszył się, jednak powiedział  mi słowa, które zabolały (wiem, że nie chciał mnie zranić celowo): "Tylko uważaj na wagę, obiecaj mi, że nie będziesz się objadała i nie przytyjesz za dużo..".Póżniej, gdy narzekałam że waga idzie nie ubłaganie w górę pocieszał mnie, że teraz to jest normalne, że dziecko w brzuchu, że to dobrze. A brzuch miałam ogromny - jakbym nosiła w sobie trojaczki. I te wszystkie komentarze, które zaczeły się już 6 miesiąca - "kiedy rodzisz? Dopiero za trzy miesiące? a wyglądasz jakbyś była na ostatnich nogach.." Przychodziłam do domu i wyłam.Niegdy nie uważałam siebie za osobę otyłą - ale niestety taką chyba zostałam (choć mój Mąż mówi, że co najwyżej pulchną, a nie otyłą). Oliwy do ognia dodała ostatnio Babcia Męża (został mi jeszcze spory brzuch): "ty to wyglądasz jakbyś jeszcze tam drugie miała (dziecko w brzuchu)". Nic jej nie powiedziałam, ale musiałam szybko wyjść z pokoju, aby nie wybuchnąć.


Jest ciężko w takich sytuacjach. Mój starszy syn też się pyta: "Mamo, kiedy zaczniesz ćwiczyć, żebyś schudła i nie miała już takiego brzucha.." Lekarka u której byłam zanim jeszcze zaszłam w trzecią ciąże badając mnie pytała który to miesiąc - a ja jej na to że nie jestem w ciąży - to ona mi odpowiada "to trzeba się wziąć za siebie, nie można tak, Pani jest młoda, a tak wygląda..." Niby takie słowa powinny zmotywować, ale mnie deprymują, odpychają, sprawiają, że nienawidzę swojego ciała jeszcze bardziej.. Jak to pokonać, jak zacząć działać..?




czwartek, 27 lipca 2017

Przykazanie pierwsze rodzin wielodzietnych: grunt to organizacja!

Tak właśnie,
grunt to organizacja.

Swoją rodzinę tworzymy już od siedmiu lat, od października zeszłego roku jesteśmy rodziną wielodzietną. I cały czas organizacja prac domowych jest moją zmorą.

Powiedzmy sobie szczerze - nigdy nie byłam typem osoby, która sprząta za sobą, która ma wszystko poukładane i zawsze ma u siebie porządek. Nie. Raz w miesiącu robiłam generalne sprzątanie u mnie w pokoju od A do Z i taki porządek wytrzymywał...góra trzy dni ;-) Cóż zrobić..

Gdy zamieszkałam razem z Narzeczonym (teraz już Mężem) zasadniczo nic się nie zmieniło. Mieliśmy malutką kuchnię, która całą była "zawalona" kubkami, talerzami, garnkami i innymi tego typu rzeczami - zmywałam dopiero, gdy nie miałam w czym napić się kawy, a że byliśmy młodą parą, kuchennych rzeczy mieliśmy niewiele, więc zmywanie wypadało raz na dwa dni.... ;-)

Jak zaszłam w ciążę wszędzie słyszałam, abym się nie przemęczała, bo jak urodzę, to się jeszcze na sprzątam, nagotuję itd... więc kolokwialnie mówiąc siedziałam na czterech literach i maniakalnie oglądałam w necie seriale, sprzątając raz w miesiącu ;-). Niestety, po urodzeniu dziecka nie wzrosła we mnie chęć utrzymywania porządku, więc wszystko zostało jak za starych czasów. Sprzątałam raz w miesiącu - skończyła się jedynie zmora zmywania. Kupiliśmy zmywarkę ;-)

Teraz mając trójkę dzieci możecie sobie wyobrazić czym grozi przyjazd do mnie na przysłowiową kawę bez zapowiedzi ;-) ja się palę ze wstydu, a goście próbują przejść tor przeszkód zrobiony w mini korytarzu i pokoju. A co tu dopiero mówić o przyuczeniu dorastających dzieci do porządku.

Więc w tym roku postanowiłam, że wreszcie się zawezmę, i zacznę utrzymywać porządek.

Zaczęłam więc od prania, bo tego u mnie w domu nigdy za wiele.. ;-) Kiedyś robiłam tak, że cały tydzień ubrania napływały do kosza na brudy, a gdy nadchodziła sobota, nadchodził też Wielki Dzień Prania i Rozpaczy ;-) Koszmar. Czasami w tygodniu wrzucałam coś do pralki, ale tylko wtedy, gdy musiałam mieć coś czystego na już! Moją wymówką było to, że mam prąd dwutaryfowy, więc w weekendy i w nocy mam taniej. Mamy małe mieszkanko, mikro łazienkę, więc włączanie pralki na noc nie wchodziło w grę - nikt nie mógł by zasnąć - zostawał więc weekend.

Teraz stwierdziłam: Dość! Nie będę soboty marnowała na pranie! Wolę w tym czasie zrobić coś z dzieciakami. Obdzieliłam praniem cały tydzień.
I tak: w poniedziałki i wtorki piorę rzeczy Chłopców, w środę- Córci, w czwartek - moje i Męża , a na piątek zostawiam sobie bieliznę. W sobotę zaś wstawiam pościel i/lub ręczniki. Taki podział ma same zalety - pranie w ciągu tygodnia zdąży wyschnąć, dzięki temu mam miejsce na kolejne, a poza tym zajmuje mi to o wiele miej czasu i przede wszystkim nerwów ;-)
Oczywiście zdarza się, że w tygodniu wypiorę coś niezaplanowanego, ale zdarza się to jednostkowo i nie zaburza całotygodniowego planu prania - jeśli mogę go tak nazwać ;-)

Nawet zrobiłam sobie własnoręcznie oddzielne worki na pranie, żebym codziennie nie musiała ich segregować. Bielizna osobno, ciuchy Córci osobno, oraz pościel i ręczniki osobno. Sprytna jestem ;-)

Suche prania znoszą mi ze strychu moi Synowie - to dla nich wielka frajda ściągać ubrania ze sznurków - robią sobie nawet zawody, który więcej ściągnie w krótszym czasie ;-) Ubrań po praniu nie prasuje - zdarza mi się to jedynie, kiedy robię "wietrzenie magazynu" u moich dzieci, i przebieram ciuchy, które są już na nich za małe. A tak na co dzień prasuję ubrania tylko w przypadku, gdy są naprawdę bardzo wygniecione.

System taki działa u mnie od czerwca, więc stosunkowo niedługo, ale póki co się sprawdza. Mam nadzieję, że wejdzie mi on w nawyk.


środa, 24 maja 2017

Znacie to..?

Znacie to...?
Wchodzicie na swoje konto na FB,  żeby się odprężyć, żeby zobaczyć co słychać u znajomych, żeby zrobić cokolwiek innego, nie wiem, nie ważne. No i widzicie blog sponsorowany, który lubią Twoi znajomi. Ok, czasami chwytliwy tytuł sprawia, że wchodzi się na tego bloga. I czytamy. Tekst całkiem niezły, sprawdza się w 70 % z Twoimi doświadczeniami, nawet zaczynasz myśleć: " Kurczę, fajny ten blog, Pani ma do tego talent, i żeby podjąć taki temat akurat teraz.." i w tym momencie widzicie  lokowanie produktu. A to, że na odpieluchowanie dziecko ma czas (przy okazji test jednej z marek pieluch), a to że piersi warto badać (bo warto! ale w treści reklama urządzenia do samobadania piersi), a to że warto kupować dobre zabawki (Hit grudniowy jeśli chodzi o blogi - bałwanek Olaf!) I się wkurzam. Od razu z miejsca. I już nie zastanawiam się, czy ta Pani ma rację, czy nie - grunt, że cały ten post powstał nie z potrzeby chwili, ale z potrzeby producenta, który płaci za ten post. To jest tak samo jak w Twoim ulubionym serialu nagle natrętnie reklamują jedną z sieci komórkowych lub markę napoju - Śmiechu Warte!! Dosłownie!

Ja rozumiem, że to są blogi sponsorowane. Że te Panie blogerki niejednokrotnie utrzymują się z dochodów z bloga. Że wcale nie muszę na niego wchodzić. Ale czy takie "lokowanie produktu" nie może być "włożone" w jakąś zakładkę "testujemy" czy coś takiego? Wtedy, jeśli ktoś chciałby sprawdzić, co dana Pani poleca, zajrzałaby na taką zakładkę.
A tak biedny czytelnik jest atakowany lokacją produktu w każdym możliwym miejscu.

Drogie Panie Blogerki - przemyślcie sprawę!